RELACJA Z URLOPU 2016

dnia

Nasz urlop w tym roku był dość intensywny jeżeli chodzi o zwiedzanie. W ciągu zaledwie 8 dni, zwiedziliśmy około 12 miejscowości, przy czym w dwóch byliśmy dwa dni. Prawie codziennie inna miejscowość, a noclegi rezerwowaliśmy przez booking. com z dnia na dzień. Tylko w SOLINIE spaliśmy dwie noce na polu namiotowym za 50 zł / 1 os.  Ale głównym powodem wyjazdu w Bieszczady i okolice było wesele w RADOMIU. Opisując swój urlop skupię się na miejscach w których byliśmy, na potrawach , które jedliśmy i na tym co w pewien sposób nas urzekło lub zaskoczyło ;)

Aplikacje z których korzystaliśmy :

Polska Niezwykła – z miejscami wartymi zobaczenia, aktualizuje się zależnie od miejsca w jakim się znajdujemy

Tripadvisor – co i gdzie warto zjeść

Jak Dojadę – pomocna, podczas jazdy komunikacją miejską

Yanosik – pomógł nam w namierzaniu fotoradarów i informował o bieżących robotach drogowych

MoBilet– przez nią kupowaliśmy bilety na miejską komunikację

Nasza trasa : RADOM->KAZIMIERZ DL.->SANDOMIERZ->RZESZÓW->ŁAŃCUT->PRUCHNIK->PRZEMYŚL->SOLINA->SANOK->ZAMOŚĆ->LUBLIN.

A zatem :

Podczas wizyty w RADOMIU mieliśmy okazję bawić się na weselu w LEŚNYM DWORZE W M. SKARYSZEW. Tam też nocowaliśmy. Samo wesele wspominam bardzo miło, było naprawdę wesoło. RADOMIA nie zwiedzaliśmy w ogóle ( nawet nie wiem jak to się stało ;/ ).

IMGP7094

Na następny dzień po weselnym śniadaniu pojechaliśmy po raz drugi zresztą do wspaniałego KAZIMIERZA DOLNEGO. Nie obyło się bez drogowej pomyłki, ale jak przygoda to przygoda. Zamiast pojechać do Kazimierza droga lądową, poniosło Nas na wody i tak oto trafiliśmy do Janowca, żeby przetransportować się na drugi brzeg promem za  14 zł :) W w m. Doły mieliśmy zarezerwowany nocleg w DOMU GOŚCINNYM IWONA , 1 km od centrum Kazimierza Dln.  Po zameldowaniu się wyszliśmy na miasto. Od razu udaliśmy się na rynek na obiad. Zjedliśmy go w Akuku na ul. Krakowskiej 3.  Pogoda była wspaniała na zwiedzanie. Tym razem weszliśmy w uliczki, których wcześniej nie odwiedziliśmy. Moim oczom ukazały się cudowne drewniane chaty z jeszcze pięknymi kwiecistymi ogródkami <3. Po tym spacerze wróciliśmy do naszego miejsca noclegowego na popołudniową drzemkę. Wieczorem wyszliśmy na herbatkę do Herbaciarni  U DZIWISZA, również na ul. Krakowskiej. Tam spotkaliśmy aktora Krzysztofa Kiersznowskiego.

Kazimierz Dolny (5)

Kazimierz Dolny (4)

Kazimierz Dolny (3) Kazimierz Dolny (2)

Kazimierz Dolny (1)

Kazimierz Dolny (6)

Na następny dzień, z samego rana wyruszyliśmy do SANDOMIERZA, miasta Ojca Mateusza, widać to od razu po wejściu na rynek ;) Zazwyczaj cel jest ten sam . Iść do rynku, a potem się zobaczy co dalej ;) Trafiliśmy do punktu informacyjnego, a niego prosto do kawiarni CAFE MAŁA z 10% zniżką ;) Potem zwiedziliśmy lochy pod rynkiem. Następnie udaliśmy się na obiad do Bistro Podwale.

Sandomierz (4)

Sandomierz (3)

Sandomierz (2)

Sandomierz (1)

A potem już tylko do RZESZOWA. W Rzeszowie nocowaliśmy w HOTELU FALCON. Zaskoczyła nas nienaganna czystość i uprzejma obsługa, ale nie ma się co dziwić, bo hotel jest nowy, otwarty od pół roku, a i obsługa kipi jeszcze pozytywną energią :p Na rynek do Rzeszowa, pojechaliśmy autobusem, bo mieliśmy zamiar wypić piwo. Trafiliśmy do Czeskiej Gospody. Mimo deszczu i to dość solidnego, Rzeszów też nas zauroczył.

IMGP7299

IMGP7274

IMGP7272

IMGP1962

IMGP1957

Rankiem pojechaliśmy prosto do ŁAŃCUTA. Ach, jakże obeszłam się smakiem, gdy się okazało, że w zamku nie można robić zdjęć, nawet bez użycia lampy, smutek ;( Ale wrażenie tego bogactwa i przepychu, pozostanie na długo. Oprócz zamku w Łańcucie nie zwiedzaliśmy już niczego.

1-URLOP POPRAWIONE23

IMGP7313

Po drodze do PRZEMYŚLA zahaczyliśmy o PRUCHNIK. Przeczytałam, w Polsce Niezwykłej, że miejscowość, leży z dala od głównych szlaków komunikacyjnych, że zachowała sporo z charakteru XIX-wiecznych miasteczek galicyjskich, zarówno w wyglądzie domów, nazewnictwie ulic, jak i mentalności mieszkańców, ale .. ten ryneczek nas nie zachwycił. Czegoś w nim brakowało, a miałam nadzieję, że zobaczę coś na miarę LANCKORONY ;(

IMGP7359

IMGP7354

PRZEMYŚL. Kolejne miasto na naszej mapie do zwiedzania. Miejscami czuliśmy się trochę jak za granicą, ogromne katedry i wąskie uliczki spotęgowały to wrażenie. W PRZEMYŚLU kupiłam dla siebie kurtkę przeciw deszczową i wiatrową ( w Bieszczadach zdała egzamin na 6+ ;) ). Na deser i kawę zatrzymaliśmy się w Cudach Wiankach i faktycznie, ciasto cudo ! Tuż obok, dopatrzyliśmy się małej piekarni, z pieczywem robionym przez Panią na miejscu, fajne klimaty prawda ? ;) Ale dla nas już nie było pysznego chleba, ostał się tylko pumpernikiel :/

1-URLOP POPRAWIONE22

1-URLOP POPRAWIONE19

IMGP7401

IMGP7397

IMGP7393

IMGP7369

IMGP2018

IMGP2016

IMGP2006

IMGP2001

IMGP1999

SOLINA ! Pamiętacie piosenkę Wojciecha Gąsowskiego „ Zielona wzgórza nad Soliną „ ? Właśnie tę piosenkę śpiewaliśmy sobie podczas rozbijania namiotu na polu :) Ach ten widok <3 W Solinie nocowaliśmy dwie noce. Pierwszego dnia poszliśmy w góry. Chyba 3 kg zeszło razem ze mną. Naprawdę czuję się lżejsza :) Pogoda dopisała bardzo, nie było ani za zimno, ani za ciepło, nie padał też deszcz. Obiad zjedliśmy w Pawle Nie Całkiem Świętym- polecam michę zapiekanych pierogów i kwas chlebowy ! W Solinie jedliśmy cały czas w Samych Swoich lub w campingowej kuchni ( dobrze, że wzięliśmy ze sobą garnek ;) – kuchenkę gazową też mieliśmy, ale nie przydała się :) Byliśmy na słynnej zaporze w Solinie, obowiązkową atrakcją była przejażdżka Bieszczadzką Kolejką Leśną w Cisnej, którą przejechaliśmy się po śniadaniu w Siekierezadzie. W Cisnej kupiłam bieszczadzkiego anioła i żółto-szary wałek na łóżko robiony ręcznie oczywiście-piękny ;)

Tuż po 8 wstaliśmy. Złożyliśmy namiot i pojechaliśmy na nocleg do SANOKA. Nocowaliśmy w Dworku Sanockim. Tylko wieczorem wyszliśmy na spacer i małe piwo ;) Ryneczek sanocki okazał się niewielki, wtedy nic się nie działo, było jakoś tak pusto, dopiero późnym wieczorem zeszła się młodzież ;) Wiem, że w Sanoku jest Skansen i koniecznie chciałam go zobaczyć, ale JEMU się nie chciało.. ;/

1-URLOP POPRAWIONE28

IMGP7548

IMGP7544

IMGP7530

IMGP7524

IMGP7522

Z Sanoka wyjechaliśmy rano do ZAMOŚCIA. Jechaliśmy ponad 3h z widokiem na sielski krajobraz ;) W Zamościu byliśmy przejazdem do Lublina. Nie mieliśmy gdzie zaparkować, pomyślałam, więc że ten Zamość musi być ładny skoro jest tu tak dużo samochodów i faktycznie ! Synagoga, rynek, kawiarenki, arkady i galerie ;) Zamość, jest miejscem urodzenia mojego ukochanego artysty Marka Grechuty ;) Jakby ktoś był zainteresowany to na Grodzkiej 7 mieszkał, dzisiaj wisi tam pamiątkowa tablica. W Zamościu poszliśmy na obiad do Bohemy. Zamówiłam litewski chłodnik, był bardzo kwaśny, dość dobry i pieróg biłgorajski ( ten z kolei był zbyt suchy – nie polecam ;/ ) . Ja oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie weszła w najciaśniejszą uliczkę, a tam co ? Kawy i herbaty ! Pożegnanie z Afryką. Przemiła i gadatliwa Pani serwuje Nam kawę. Ja wzięłam pomarańczową. Filiżaneczka mała jak naparstek :) Ale pyszna :)  Zwiedziliśmy też Synagogę, w niej spędziliśmy z 30 min, bo były prezentacje multimedialne, które musieliśmy obejrzeć :p

No i po południu z Zamościa pojechaliśmy do LUBLINA. Zameldowaliśmy się w hotelu Focus. Pokój zrobił na mnie wrażenie, choć zupełnie nie w moim stylu, bo glamour.  Do hotelu zajechaliśmy pod wieczór. Rozładowaliśmy się i wieczorem, autobusem wyruszyliśmy na miasto. Wychodzimy i Lublin wieczorem robi na nas wielkie wow ! Ile ludzi, w każdym zakątku rynku, pięknie oświetlony zamek, który widać z daleka, klimatyczne i wybrukowane uliczki. Idziemy dalej, przechodzimy na drugą stronę ulicy, a tam prawie drugi sopocki monciak :)  i tym sposobem rozwiązał nam się problem z cyklu „ gdzie spędzimy kolejną noc” ;) W Lublinie zostajemy jeszcze jeden dzień i dokupujemy miejsce w hotelu ;) Na rynku jemy w Czarciej Łapie. Weszliśmy nieufnie, bo było mało ludzi w porównaniu do innych lokali, ale ryzyko opłaciło się. Pyszne białe wino, mule i pizza ;)  150 zł na kolacje zostało przejedzone :) Drugiego dnia jedziemy do Muzeum Wsi Lubelskiej. Jest to dla mnie obowiązkowy punkt zaraz po ogrodach botanicznych :) W muzeum spędzamy około 4 h. Przez cały czas towarzyszy nam cudowna pogoda, sielski klimat, zaskakuje nas obecność zwierząt, a kury przebiegają pod naszymi nogami w karczmie, w której pijemy zimną Perłę niepasteryzowaną :)  Po tych wrażeniach jeszcze raz jedziemy do centrum Lublina, ale znów wieczorem :)

I tym sposobem kończymy urlop i w niedzielę rano jedziemy prosto do Trójmiasta :)

IMAG0016

IMAG0017

Urlop uznaje za bardzo udany :)

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s