MINIMALIZM

Co jakiś czas z mniejszą lub większą siłą wracam do tematu minimalizmu. Chciaż w ogóle nie jest mi znana filozofia norweska czy szwedzka na ten temat, to teraz czuję, że może to się zmienić. Po prostu do niektórych rzeczy dojrzewam szybciej do niektórych wolniej.  Człowiek im jest starszy to chyba mniej potrzebuje ( chyba ). Jako młodzi chcemy nasycić się posiadaniem dóbr. Myślę, że inni posiadają, bo kompulsywnie kupują, bo nigdy nie mieli, albo mieli zawsze za mało, inni posiadają, bo im się podoba i po prostu chcą mieć coś na własność, a jeszcze inni na pokaz, bo jest modne itd.

W tym miejscu tylko wspomnę, że mnie również bardzo często podobają się różne przedmioty, ale od lat już wyćwiczyłam to w sobie, że ” tylko nasycam tym wzrok”, np. jeśli są to dekoracje do domu. Po prostu nie muszę czegoś mieć i dobrze mi z tym. Piękne, okazałe, dostojne, a jednocześnie zajmujące dużo miejsca, gromadzące kurz i w czasie sprzątania prawdopodobnie trzeba je podnieść, przestawić, a w moim przypadku jest ryzyko, że coś zbije, stłuczę lub wypadnie mi z rąk :) Naprawdę, jakąś polisę powinnam sobie wykupić ;p

Szczerze to naprawdę od dawna już wiem, że mniejsza ilość przedmiotów generuje mniejszą ilość problemów. Takie przykłady : mniej ubrań, mniej prania, mniej prania, mniej zużytej wody i środków piorących. Nieprzemyślane zestawy ubrań generują posiadanie coraz większej ilości szaf, garderób, domów. W ogóle, gdy cały czas gromadzimy, a nie pozbywamy się przedmiotów, to dochodzimy do punktu, że nie mieścimy się w obecnym domu czy mieszkaniu i kupujemy większe nieruchomości, a to generuje większe podatki, a na większe podatki trzeba pracować, harować, zasuwać.

Nikogo nie chcę rehabilitować. Piszę w sumie tego posta chyba tylko dla siebie. Dla wyrzucenia z siebie ciężaru, który został w mojej głowie nagromadzony przez przyzwyczajenie do posiadania i kupowania. Mimo, że na co dzień uważam, że robię przemyślane zakupy, wybitnie mam mało ubrań i kosmetyków, to ich jakość pozostawia wiele do życzenia. W szafie np. zalegają zużyte ręczniki, ubrania,swetry, które co prawda i tak wywalam co jakiś czas, albo oddaję. W moim domu rodzinnym na półkach stoją nawet książki z 5 klasy podstawówki. Co to dla mnie znaczy ? Tyle, że nie mam dziecka, które chodzi do 5 klasy podstawówki. Tyle, że tak jakby czas zatrzymał się w miejscu i ciążące mi stare , zakurzone ksiązki i przedmioty nie pozwajają ruszyć mojego życia do przodu i tak daleko jakbym chciała. Oczywiście kolejną i dla mnie chyba najważniejszą sprawą związaną z przejściem na minimalim jest filozofia, że mniej przedmiotów, które na co dzień nas otaczają to jaśniejszy, kreatywny, twórczy i sprytny umysł. Podejrzewam również, że i zdrowie, ponieważ nie musimy nosić ubrań z poliestru, który jest przetworzonym plastikiem, mebli klejonych i plastikowych oraz szctucznych dywanów. A tak przy okazji, wiecie, że rodziny królewskie nie mają plastikowych mebli, dekoracji i sztucznych ubrań ? Dlatego dożywają sędziwego wieku, ponieważ mieszkają w domach z kamienia, meble mają ze starego i surowego drewna, ale i tak pomijam kwestię własnych ogródków, żywności bez chemii, gmo i niepotrzebnych dodatków, własnej służby i pssssstttttt przeszczepów. Świeża krew, wiadomo ! :)

Ja zabieram się za porządki,a zacznę od książek i prawdopodobnie uruchomię akcję sprzedażową na instagramie.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat ?


Zastrzegam sobie, że powyższa wypowiedź, dotyczy tylko i wyłącznie mojej osoby oraz moich przemyśleń . Nikomu nie mówię jak ma żyć, jak postępować i czy jego wybory są złe. Piszę w swoim własnym imieniu.

Reklamy